Obiecałem na tym blogu przedstawiać najmocniejsze argumenty także tych, z którymi się nie zgadzam. Ten tekst jest w całości poświęcony lekarzom, którzy wykonują aborcje nie z wyrachowania ani z obojętności, ale z głębokiego przekonania moralnego. Jeśli chcę zrozumieć, jak lekarz godzi to, co widzi, z tym, co robi, muszę wysłuchać tych, którzy twierdzą, że nie mają czego godzić.
Willie Parker: „wykonuję Bożą pracę”
Willie Parker jest amerykańskim ginekologiem i położnikiem. Wychował się w biedzie w Birmingham w stanie Alabama, w rodzinie głęboko wierzących chrześcijan, a jako młody człowiek przyjął jeszcze bardziej fundamentalistyczną formę wiary. Przez lata odmawiał wykonywania aborcji.
Jak opisuje w książce Life’s Work: A Moral Argument for Choice (2017), przełom przyszedł, gdy słuchał ostatniego przemówienia Martina Luthera Kinga, w którym King opowiadał przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Kapłan i lewita minęli rannego, bo pytali, co stanie się z nimi, jeśli się zatrzymają. Samarytanin zapytał, co stanie się z rannym, jeśli on mu nie pomoże. Parker uznał, że to pytanie dotyczy kobiet, które przychodzą do niego w potrzebie. Porzucił dobrze płatną praktykę na Hawajach i od 2002 roku jeździł do klinik w Alabamie, Missisipi i Georgii, gdzie niewielu lekarzy chciało pracować.
Parker twierdzi, że wykonując aborcje, wykonuje Bożą pracę, i zarzuca swojemu środowisku, że oddało przeciwnikom aborcji cały język moralności. Jego zdaniem argument za wyborem jest argumentem moralnym: o współczuciu, o prawie kobiety do decydowania o własnym życiu i o tym, że ciąża przymusowa także jest formą przemocy.
Lisa Harris: pogląd stopniowy
Drugim ważnym głosem jest dr Lisa Harris, o której pisałem przy okazji tekstu „Co widzi lekarz”. Harris nie zaprzecza, że płód ma wartość. Przeciwnie: przyznaje, że aborcja w drugim trymestrze wiąże się z przemocą. Jej odpowiedzią jest pogląd stopniowy (gradualistyczny): szacunek należny płodowi rośnie wraz z rozwojem ciąży, w miarę jak płód coraz bardziej przypomina urodzone dziecko. Pozwala to, jak pisze, jednocześnie uznawać wartość wczesnego życia i stawiać w centrum kobietę.
To nie jest stanowisko kogoś, kto nie widzi. To stanowisko kogoś, kto widzi i próbuje znaleźć dla tego miejsce w spójnym poglądzie moralnym.
Moja odpowiedź
Oba stanowiska zasługują na szacunek, bo traktują sprawę poważnie. Ale oba zostawiają pytania bez odpowiedzi.
Przypowieść o Samarytaninie, na którą powołuje się Parker, zaczyna się od pytania: „kto jest moim bliźnim?”. Jezus odpowiada, że bliźnim jest ten, kogo nie chcemy za niego uznać: obcy, ktoś z innego narodu, ktoś, kogo łatwo minąć. Jeśli tak, to trudno wyłączyć z kręgu bliźnich jedyną osobę na sali zabiegowej, która nie może powiedzieć, czego potrzebuje. Samarytanin opatrzył rannego. Nie było w tej historii nikogo, czyje życie musiałby zakończyć, żeby pomóc.
Pogląd stopniowy Harris ma inny problem. Jeśli szacunek rośnie stopniowo, to gdzie jest granica, za którą nie wolno już zabić? W 12. tygodniu? W 24.? W 37.? Każda odpowiedź jest arbitralna, bo rozwój nie ma progów, jest ciągły. Polska debata po sprawie z Oleśnicy pokazała to boleśnie: nawet część zwolenników aborcji poczuła, że coś tu jest nie tak. O tej sprawie napiszę w następnym tekście.
Pytanie do lekarzy
Jeśli wykonujesz aborcje z przekonania: czy rozpoznajesz się w argumentach Parkera lub Harris? A może masz inne, mocniejsze, których tu nie przedstawiłem? Naprawdę chcę je poznać. Zapraszam do polemiki przez formularz kontaktowy.
Źródła
- Parker W., Miller L., Life’s Work: From the Trenches, a Moral Argument for Choice, 37 Ink/Atria 2017.
- Omówienie książki: Rewire News Group; materiały wydawcy: Simon & Schuster.
- Harris L. H., Second trimester abortion provision: breaking the silence and changing the discourse, „Reproductive Health Matters” 2008; 16(31 Suppl): 74–81.
- Ewangelia według św. Łukasza 10,25–37.