Płód czy dziecko? O słowach, których używamy

W tej debacie spór zaczyna się, zanim ktokolwiek przedstawi argument. Zaczyna się od słowa. „Płód” czy „dziecko”? „Przerwanie ciąży”, „terminacja”, „zabieg” czy „zabicie”? Każda strona ma swój słownik i każda podejrzewa drugą, że jej słowa niczego nie opisują, tylko manipulują. Ten tekst wyjaśnia, dlaczego na tym blogu piszę tak, a nie inaczej.

Język medycyny

Medycyna posługuje się terminami opisującymi etap rozwoju: zarodek (do 8. tygodnia ciąży), płód (od 9. tygodnia do porodu), noworodek (po urodzeniu). Słowo „płód” brzmi chłodno i technicznie, ale w łacinie, z której pochodzi termin fetus, oznaczało po prostu potomstwo, młode. Nie ma w nim nic, co odbierałoby człowieczeństwo.

Problem zaczyna się wtedy, gdy techniczne słowo zaczyna pełnić funkcję moralną. W części klinik za granicą mówi się o „produktach poczęcia”. W polskich dyskusjach często słychać „terminację”. Te słowa są poprawne, ale pozwalają nie widzieć. Lisa Harris, ginekolożka, która sama wykonuje aborcje, pisała, że jej środowisko nie zmierzyło się z rzeczywistością płodu. Język jest jednym ze sposobów, w jaki to unikanie się odbywa.

Język prawa

Polskie prawo jest w tej sprawie zaskakująco niejednolite:

  • Ustawa z 1993 roku nosi tytuł „o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży”.
  • Kodeks karny mówi o „dziecku poczętym” (np. art. 157a o uszkodzeniu ciała dziecka poczętego), a w art. 152 przewiduje surowszą karę, gdy dziecko poczęte osiągnęło zdolność do samodzielnego życia poza organizmem kobiety.
  • Ustawa o Rzeczniku Praw Dziecka stanowi, że dzieckiem jest każda istota ludzka od poczęcia do osiągnięcia pełnoletności.
  • Kodeks Etyki Lekarskiej mówi o „nienarodzonym dziecku”, a komentarz Naczelnej Rady Lekarskiej wyjaśnia, że to słowo wybrano celowo, żeby uwrażliwić lekarza na wartość życia płodowego.

Prawo, które dopuszcza przerwanie ciąży, samo więc nazywa to, co jest w łonie matki, dzieckiem. Nie jest to język aktywistów. To język ustawodawcy i samorządu lekarskiego.

Najmocniejszy argument drugiej strony

Zwolennicy neutralnego języka odpowiadają, że słowo „dziecko” przesądza z góry o statusie moralnym, który jest właśnie przedmiotem sporu. Jeśli od pierwszego zdania nazywam płód dzieckiem, a aborcję zabiciem, to nie prowadzę dyskusji, tylko ogłaszam jej wynik. Dla kobiety, która przerwała ciążę, takie słowa mogą być też okrutne. To poważny zarzut i biorę go do siebie.

Dlaczego piszę tak, jak piszę

Na tym blogu używam obu rodzajów słów. Tam, gdzie chodzi o fakty medyczne, piszę „zarodek” i „płód”, bo tak jest precyzyjniej. Tam, gdzie chodzi o pytanie moralne, piszę „dziecko”, bo tak to nazywa polskie prawo i Kodeks Etyki Lekarskiej, i bo uważam, że tak jest zgodnie z prawdą. Nie piszę o lekarzach „mordercy”, bo oceniam czyny, a nie ludzi, i bo nie znam ich sumień.

Pytanie, od którego zacząłem ten blog, brzmiało: jak lekarz, który wie i widzi, godzi to z wykonywaniem aborcji? Dziś mam na nie częściową odpowiedź. Jedni robią to, wierząc, że w ich pracy nie ma czego godzić. Inni płacą za to cenę, o której rzadko mówią. A niektórym pomaga język, który pozwala nie nazywać rzeczy po imieniu. W kolejnych tekstach chcę pisać o tym, co dzieje się, gdy ktoś jednak je nazwie.

Pytanie do czytelników

Jakich słów używasz w pracy, a jakich w domu, gdy mówisz o ciąży i jej przerwaniu? Czy to różnica, którą zauważasz? Napisz do mnie przez formularz kontaktowy. Dziękuję, że tu jesteś.

Źródła

  • Ustawa z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży.
  • Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny, art. 152, 153, 157a.
  • Ustawa z dnia 6 stycznia 2000 r. o Rzeczniku Praw Dziecka, art. 2.
  • Komisja Etyki Lekarskiej NRL, Komentarz do art. 39 KEL – nil.org.pl.
  • Harris L. H., Second trimester abortion provision: breaking the silence and changing the discourse, „Reproductive Health Matters” 2008.

Dołącz do dyskusji

Dyskusja jest moderowana. Każdy komentarz czytam przed publikacją, więc może pojawić się z opóźnieniem. Krytykuj argumenty, nie ludzi; polemika jest mile widziana. Wystarczy pseudonim, a adres e-mail nie będzie nigdzie widoczny. Przeczytaj zasady dyskusji.