Od początku tego bloga zadaję jedno pytanie: jak lekarz, który widzi, czym się zajmuje, godzi to z wykonywaniem aborcji? Zamiast zgadywać, warto zapytać tych, którzy znają odpowiedź najlepiej: samych lekarzy i personel klinik. Niektórzy z nich mówili o tym otwarcie. Co ciekawe, najbardziej szczere relacje pochodzą nie od przeciwników aborcji, ale od jej zwolenników.
Badania, których jest niewiele
Na przełomie lat 70. i 80. dwoje pracowników kliniki aborcyjnej w Kolorado, lekarz Warren Hern i Billie Corrigan, zbadało reakcje swojego personelu na aborcje w drugim trymestrze metodą rozszerzenia i ewakuacji (D&E), czyli z wydobywaniem płodu w częściach. Wszyscy pracownicy popierali takie zabiegi co do zasady. A jednak o samym zabiegu prawie nikt nie wypowiadał się pozytywnie. Pojawiały się szok, niepokój, przykre sny.
Podobne wnioski przyniosło badanie opublikowane w 1989 roku w „Social Science and Medicine”: kontakt z płodem był bolesny dla personelu niezależnie od tego, jak mocno ktoś popierał prawo do aborcji. Przekonania ideologiczne nie chroniły przed emocjonalną reakcją.
Takich badań jest niewiele. Jak zauważali komentatorzy, część środowiska świadczeniodawców przez lata nie mówiła o tym publicznie, bo obawiała się, że szczerość zostanie wykorzystana przez przeciwników aborcji.
„Przerwać milczenie”
W 2008 roku dr Lisa Harris, ginekolożka z Uniwersytetu Michigan, która sama wykonuje aborcje i jest ich zdecydowaną zwolenniczką, opublikowała w piśmie „Reproductive Health Matters” esej pod tytułem Second trimester abortion provision: breaking the silence and changing the discourse. To jeden z najważniejszych tekstów w tej debacie i warto go przeczytać w całości.
Harris opisuje w nim, jak będąc w 18. tygodniu ciąży, wykonała aborcję u pacjentki, która również była w 18. tygodniu. Pisze o tym, że w aborcji w drugim trymestrze zawsze jest przemoc, że drastyczne zdjęcia pokazywane przez przeciwników aborcji mogą odpowiadać temu, co widzi lekarz, i że ruch na rzecz wyboru nie zmierzył się z rzeczywistością płodu i jego części. Wymienia też reakcje lekarzy i personelu: zaburzenia snu, niepokojące sny, problemy w związkach, rozterki moralne. Część lekarzy, jak pisze, z tego powodu przestaje wykonywać zabiegi w późniejszych tygodniach.
Co z tego wynika
Harris nie wyciąga z tego wniosku, że aborcja jest złem. Jej odpowiedzią jest pogląd stopniowy: szacunek należny płodowi rośnie wraz z rozwojem ciąży, a lekarz może jednocześnie uznawać wartość wczesnego życia i stawiać na pierwszym miejscu kobietę. Uważa, że szczerość o tym, jak wyglądają zabiegi, powinna wzmocnić opiekę nad pacjentkami, a nie ją podważyć. To uczciwe stanowisko i trzeba je traktować poważnie. Wrócę do niego w jednym z kolejnych tekstów.
Ale jej relacja odpowiada też na pytanie, od którego zaczął się ten blog. Lekarze widzą. Wiedzą. I wielu z nich to kosztuje. Pytanie brzmi: co mówi nam ten koszt? Harris pyta wprost, jaki proces dysocjacji pozwala lekarzom robić to rutynowo. Może ta reakcja, którą tak wielu lekarzy próbuje w sobie stłumić, jest sumieniem, które mówi coś, czego nie chcemy usłyszeć.
Pytanie do lekarzy i personelu
Jeśli pracujesz lub pracowałeś przy zabiegach przerywania ciąży, jako lekarz, położna, pielęgniarka czy instrumentariuszka: jak sobie z tym radziłeś? Czy ktoś w Twoim miejscu pracy rozmawiał o tym otwarcie? Zapewniam anonimowość. Formularz kontaktowy nie wymaga podawania żadnych danych.
Źródła
- Harris L. H., Second trimester abortion provision: breaking the silence and changing the discourse, „Reproductive Health Matters” 2008; 16(31 Suppl): 74–81.
- Hern W. M., Corrigan B., What about us? Staff reactions to D&E, „Advances in Planned Parenthood” (lata 70./80.); cyt. za: Daleiden D., Shields J. A., Mugged by Ultrasound, „The Weekly Standard” 2010 – washingtonexaminer.com.
- Badanie w „Social Science and Medicine”, październik 1989; cyt. za: tamże.
- Omówienie eseju L. Harris: laterabortion.org.